Brak komentarzy

Zegar świata tyka

Zegar świata tyka

W ciągu ostatnich 60 lat liczba ludności na ziemi wzrosła niemal trzykrotnie. Ponad dwa miliardy ludzi przeprowadziło się do miast. Shenzhen w Chinach, dziś z setkami drapaczy chmur i milionami mieszkańców, jeszcze 40 lat temu było małą rybacką wioską. W Szanghaju trzy tysiące wieżowców i drapaczy chmur zbudowano w zaledwie 20 lat. Kolejne setki są w trakcie budowy. Szybciej, więcej… Dziś ponad połowa z siedmiomiliardowej ludzkiej populacji mieszka w miastach.

Rolnictwo też zmieniło swą twarz. Na polach maszyny zastąpiły ludzi. Litr ropy daje tyle energii, co sto par rąk w ciągu doby. W krajach uprzemysłowionych ze zboża wytwarza się pasze albo biopaliwa. Żadne źródło nie umknie przed łapczywym rolnictwem, które pochłania 70 proc. ogólnego zużycia zasobów wodnych. A przecież w przyrodzie wszystko jest połączone. Wzrost powierzchni pól uprawnych i specjalizacja produkcji rolnej sprzyjają rozwojowi pasożytów. Pestycydy, kolejny dar petrochemicznej rewolucji, służą ich tępieniu. Ale toksyczne pestycydy przedostały się do powietrza, gleby, roślin, zwierząt, rzek i oceanów. Potem pojawiły się nawozy, kolejny wynalazek petrochemii. Rośliny uprawne, przystosowane do gleb i klimatów, ustąpiły miejsca najbardziej wydajnym i najłatwiejszym w transporcie odmianom. Szybciej, więcej… W ostatnim stuleciu trzy czwarte gatunków rozwijanych przez rolników od tysięcy lat znikło z powierzchni ziemi. Gdzie by nie spojrzeć, pod spodem nawóz, na wierzchu plastik.

Im bardziej kraj się rozwija, tym więcej mięsa spożywają jego mieszkańcy. Czyż można zaspokoić ogólnoświatowe zapotrzebowanie bez uciekania się do skupiana bydła w farmach hodowlanych? Żywy inwentarz, który nigdy w życiu nie zobaczy łąki… Szybciej, więcej… Produkowanie mięsa szybciej niż rośnie zwierzę to dzisiaj norma. Na rozległych farmach wydeptanych milionami kopyt nie rośnie nawet źdźbło trawy. Kawalkada ciężarówek przywozi tam tony zboża, paszy sojowej i bogatych w proteiny granulatów, które przeistoczą się w tony mięsa. Rezultat jest taki, że potrzeba sto litrów wody, by otrzymać jeden kilogram ziemniaków, cztery tysiące litrów na jeden kilogram ryżu i trzynaście tysięcy litrów na jeden kilogram wołowiny! Nie wspominając już o ropie zużytej w produkcji i transporcie.

Zegar naszego świata tyka dziś w rytm niezmordowanych maszyn. Im szybciej świat się rozwija, tym więcej potrzebuje energii. W każdym zakątku maszyny kopią, wiercą i wydzierają ziemi jej dobra. W ciągu najbliższych 20 lat kopalnie wydobędą więcej minerałów niż w całej historii ludzkości. Korzystając z przywileju władzy, 80 proc. zasobów mineralnych pochłania 20 proc. ludzkiej populacji. W ciągu kilkudziesięciu lat nadmierna eksploatacja wyczerpie prawie wszystkie zasoby planety. Szybciej, więcej…

Niepohamowana eksploatacja dotyka morza i oceany. Od 1950 roku połowy wzrosły pięciokrotnie — z 18 do 100 milionów ton rocznie! Tysiące trawlerów przetwórczych opróżniają oceany z ryb. Trzy czwarte łowisk jest już wyjałowionych bądź zagrożonych takim stanem. Ponieważ ryby są masowo wyławiane, nie mają szans na reprodukcję. Niszczymy cykl życiowy, który został nam dany. Na wybrzeżach mnożą się oznaki wyjałowienia: kolonie ssaków ciągle ulegają zmniejszeniu. W nierównej bitwie z flotą kutrów nie mają szans, by wykarmić swoje młode.

Dar wody

500 milionów ludzi żyje w środowisku pustynnym. To więcej niż ludność Europy. Oni znają wartość wody. Wiedzą, jak używać jej oszczędnie. Ich życie zależy od studni zasilanych przez wody reliktowe. Ale w wielu miejscach zasoby wód reliktowych są niemal całkowicie wyczerpane.

Indie mogą stać się krajem, który ucierpi najbardziej z powodu braku wody. By wyżywić rozrastającą się populację, stosowano rozległe nawadniania i w ciągu ostatnich 50 lat wykopano 21 milionów studni. W wielu regionach kraju trzeba było wiercić coraz głębiej, by dotrzeć do wody. W zachodnich Indiach 30 proc. studni zostało porzuconych. Podziemne formacje wodonośne wysychają.

Tysiące kilometrów dalej zużywanych jest nawet tysiąc litrów wody dziennie na jedną osobę! Las Vegas zbudowano na pustyni. Mieszkają tu miliony ludzi. Należą oni do czołowych konsumentów wody na świecie. Palm Springs to kolejne pustynne miasto z tropikalną roślinnością i luksusowymi polami golfowymi. Jak długo jeszcze ten miraż może prosperować? Ziemia nie nadąża. Rzeka Kolorado dostarczająca wody tym miastom jest jedną z tych, które nie dotrą już do morza. Co bardziej niepokojące, wysycha także jej źródło. Poziom wód jezior w jej pobliżu gwałtownie spada. Skutki niedoborów wody mogą dotknąć prawie dwa miliardy ludzi jeszcze przed rokiem 2025.

Woda nadal występuje obficie w pewnych regionach świata. Mokradła są niezbędne dla życia na ziemi. Stanowią 6 proc. powierzchni planety. Są jak gąbka, która reguluje przepływ wody. Absorbują ją w porze deszczowej, a uwalniają w porze suchej. Woda wydobywa się ze szczelin górskich, niosąc ze sobą ziarna roślin. Ten proces daje życie nowym krajobrazom. Spokojne mokradła skrywają prawdziwą fabrykę, w której rośliny i mikroorganizmy cierpliwie filtrują wodę i trawią wszelkie zanieczyszczenia. Te bagna są niezastąpionym środowiskiem dla regeneracji i oczyszczania wody. Ale my w naszej niepohamowanej ekspansji terytorialnej przekształciliśmy je w pastwiska dla bydła, pola uprawne albo działki budowlane. W ostatnim stuleciu osuszono połowę moczarów świata.

Lasy życia

Drzewa wydychają wodę gruntową w postaci delikatnej mgiełki. Tworzą one baldachim, który łagodzi uderzenia ciężkich kropel deszczu i chroni glebę przed erozją. Lasy dostarczają wilgoci niezbędnej do życia. Są rodzicami deszczu. Magazynują węgiel w ilości większej niż zawiera cała ziemska atmosfera. Stanowią fundament równowagi klimatycznej, od której wszyscy jesteśmy zależni. Dziewicze lasy są środowiskiem życia dla trzech czwartych wszystkich gatunków. Każdego roku odkrywamy gatunki, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia: owady, ptaki, ssaki. Te lasy są naszym lekarstwem. Substancje wydzielane przez te rośliny są rozpoznawane przez nasz organizm. Nasze komórki mówią tym samym językiem.

Namorzyny to lasy, które wykraczają w morze. Podobnie jak rafy koralowe są zbawienne dla oceanów. Ich korzenie przeplatają się, tworząc schronienie dla ryb i mięczaków przybywających tu na gody. Namorzyny chronią nabrzeża przed huraganami i erozją. Los wielu ludzi od nich zależy. Mimo to w ciągu wieku wycięliśmy połowę z nich. Jedną z przyczyn tej katastrofy są farmy krewetek ulokowane przy namorzynach. Aeratory nawadniają wody pełne antybiotyków, które chronią krewetki przed brakiem tlenu, ale nie namorzyny.

Wycinka drzew ciągle nabiera tempa. Każdego roku 13 milionów hektarów lasów tropikalnych, obszar wielkości połowy Polski, znika przez wypalania i wycinkę. Powierzchnia największego lasu tropikalnego świata, lasu amazońskiego, została zmniejszona o 20 proc. Las ustąpił miejsca ranczom albo uprawom soi. 95 proc. zbiorów z tych pól służy jako pasza dla żywego inwentarza w Europie i Azji. Tak oto las zostaje zamieniony w mięso. Tysiące gatunków znikają na zawsze.

Jeszcze 20 lat temu Borneo, czwartą co do wielkości wyspę świata, pokrywały połacie dziewiczych lasów. Przy obecnym tempie wylesiania znikną one całkowicie w ciągu kilku lat. Żywa materia związana jest z wodą, powietrzem, ziemią i słońcem. Na Borneo, jednym z najbardziej zróżnicowanych gatunkowo regionów świata, ta więź została zerwana. Ta katastrofa została wywołana decyzją o produkcji na wyspie oleju palmowego, jednego z najbardziej wydajnych i popularnych olejów na świecie. Olej palmowy nie tylko zaspokaja rosnące potrzeby żywieniowe, ale wchodzi również w skład kosmetyków, detergentów, biopaliw. Różnorodność leśnego ekosystemu została zastąpiona jednym gatunkiem — olejem palmowym. Monokultura jest prosta i bardzo produktywna. Kolejnym przykładem masowego wylesiania jest eukaliptus. Wykorzystuje się go w produkcji miazgi papierowej. Plantacje rozrastają się w tempie popytu na papier. Monokultury zajmują coraz więcej przestrzeni, ale monokultura to nie las. Z definicji niewiele tam różnorodności. Jeden las nie zastąpi innego lasu. U stóp tych drzew eukaliptusowych nie rośnie nic, ponieważ ich liście wytwarzają trującą substancję. Rosną szybko, ale wyczerpują rezerwy wody. Pasza sojowa, olej palmowy, drzewa eukaliptusowe… Wylesianie niszczy niezbędne, by produkować zbyteczne.

Ponad dwa miliardy ludzi nadal zależnych jest od węgla drzewnego. W Haiti, jednym z najbiedniejszych państw świata, węgiel drzewny jest podstawowym paliwem. Perła Karaibów, jak kiedyś nazywano Haiti, nie jest dziś w stanie zapewnić bytu swym obywatelom bez pomocy z zewnątrz. Na wzgórzach pozostało jedynie 2 proc. lasów. Całkiem nagie gleby nie absorbują już wody deszczowej. Bez roślinności i możliwości jej odtworzenia nic nie utrzyma tu gleby. Deszcze spłukały ją aż do morza. Erozja pogarsza jakość gleby. To, co zostało, nie nadaje się pod uprawę.

Wiek dysproporcji

Nigeria jest największym afrykańskim eksporterem ropy naftowej, a mimo to 70 proc. jej mieszkańców żyje w skrajnej nędzy. Bogactwo jest tutaj, lecz mieszkańcy nie mają do niego dostępu. To reguła obowiązująca na całym świecie. Połowa światowej biedoty zamieszkuje kraje bogate w zasoby naturalne. Ale połowa światowych bogactw jest w rękach 2 proc. populacji. Czy za taką nierówność nie trzeba będzie zapłacić?

Bogactwa są powodem migracji ludności o nieznanych dotąd rozmiarach. Miasto Lagos w 1960 roku liczyło 700 tysięcy mieszkańców. W roku 2025 będzie ich 16 milionów! Lagos jest jedną z najszybciej rozwijających się metropolii świata. Migrują tu głównie rolnicy, którzy porzucili swoje pola z powodów ekonomicznych, demograficznych czy też z powodu wyczerpania zasobów. To całkowicie nowy typ rozwoju miast, powodowany bardziej chęcią przeżycia niż rozwoju. Każdego tygodnia liczba mieszkańców miast wzrasta o ponad milion. Jedna osoba na sześć żyje dziś w niebezpiecznym, niezdrowym, przeludnionym środowisku, bez dostępu do artykułów pierwszej potrzeby jak woda, kanalizacja, elektryczność. Rozprzestrzenia się głód — cierpi z jego powodu prawie miliard ludzi. Na całej planecie najbiedniejsi walczą o przetrwanie, podczas gdy my nadal kopiemy w poszukiwaniu zasobów, bez których nie możemy już żyć. Wypatrujemy ich coraz dalej, na jeszcze nietkniętych terytoriach, w rejonach, które coraz trudniej eksploatować. Nie zmieniamy naszego modelu.

Ropa może się skończyć? Nadal możemy ją otrzymać z roponośnych piasków Kanady. Największe ciężarówki świata przewożą tysiące ton piasku. Proces ogrzewania i oddzielania bituminu od piasku wymaga milionów kubików wody. Potrzebna jest ogromna ilość energii. Zanieczyszczenie jest katastrofalne. Budujemy coraz większe tankowce. Nasze potrzeby energetyczne nieustannie rosną. Zużywamy energię jak wiecznie nienasycony piec, który potrzebuje coraz więcej paliwa.

Płaczące lodowce

Naruszyliśmy równowagę klimatyczną. Północno-zachodni korytarz łączący Amerykę, Europę i Azję przez biegun otwiera się. Arktyczna pokrywa lodowa topnieje. Lód Grenlandii cierpi od gazów cieplarnianych emitowanych w innych miejscach na ziemi, bo przecież tam nie ma przemysłu. Nasz ekosystem nie ma granic. Gdziekolwiek jesteśmy, nasze działania odbijają się na całym globie. Atmosfera naszej planety stanowi niepodzielną całość. To nasze wspólne dobro. W krajobrazie Grenlandii zaczynają pojawiać się jeziora. Coraz więcej rzek lodowcowych łączy się ze sobą i drąży powierzchnię lodu. Sądzono, że woda powinna zamarznąć w głębinach lodowca. Ona jednak wpływa pod lód, transportując płyty lodowe do morza, gdzie rozpadają się i tworzą góry lodowe. Przenikanie słodkich wód lodowca Grenlandii do słonych wód oceanów zagraża niżej położonym terenom lądowym.

W Afryce góra Kilimandżaro zmieniła się nie do poznania. Ubytek pokrywy lodowej jest ogromny. Latem nie ma tu już rzek. Miejscowa ludność boryka się z problemem braku wody. Nawet na najwyższych szczytach świata, w samym sercu Himalajów, wieczne śniegi i lodowce cofają się. Nadal jednak lodowce te odgrywają kluczową rolę w obiegu wody. Magazynują wodę z monsunów w postaci lodu, uwalniając ją podczas letnich roztopów. W himalajskich lodowcach mają swe źródła wielkie rzeki Azji. Dwa miliardy ludzi piją ich wody i nawadniają nimi swoje uprawy, jak w Bangladeszu. Ten kraj jest bezpośrednio narażony na skutki topnienia lodów w Himalajach i podnoszenie się poziomów mórz. To jeden z najbiedniejszych i najgęściej zaludnionych krajów świata. Odczuł już skutki globalnego ocieplenia. Nasilenie powodzi w połączeniu z gwałtownymi huraganami może zmieść z powierzchni ziemi trzecią część tego obszaru. Kraje zamożne nie zostaną oszczędzone. Na całej planecie występują susze. Połowa pól uprawnych Australii cierpi ich skutki.

Na Syberii jest tak zimno, że ziemia jest wiecznie zamarznięta. Określa się ją mianem wiecznej zmarzliny. Pod jej powierzchnią tyka klimatyczna bomba zegarowa — metan. Gaz cieplarniany 20 razy potężniejszy niż dwutlenek węgla. Jeśli wieczna zmarzlina stopnieje, uwolnione pokłady metanu wytworzą efekt cieplarniany, którego skutków nie da się opanować ani nawet przewidzieć.

Stworzyliśmy zjawiska, których nie potrafimy kontrolować. Odmieniliśmy ziemię na swój obraz i podobieństwo. Zostało nam niewiele czasu, by odmienić siebie.

W czasach przed potopem Bóg widział, że „ziemia była zniszczona”, i że „wszelkie ciało zniszczyło swoją drogę na ziemi”, dlatego Bóg powiedział „Zniszczę istoty które stworzyłem wraz z ziemią” (patrz Gen. 6,11-13). Bóg zniszczył to, co i tak było już przez ludzi zniszczone. Stan świata dzisiaj również objawia to wielkie zniszczenie. Cały powyższy opis świata nie jest dokonany przez ludzi wierzących, tylko przez naukowców przygotowujących reportaż na dzień ziemi w roku 2009. Ziemia na której żyjemy umiera. Według Biblii jednak nie zdąży się to stać, ponieważ wcześniej Jezus przyjdzie aby zabrać stąd tych, którzy przyjęli jego ofertę zbawienia i dokonać sądu nad tymi, którzy choć mogli, nie przyjęli przebaczenia i oferty ratunku od winy za grzech. Patrzmy na świat i wyciągajmy wnioski.

Zostaw komentarz